piątek, 15 kwietnia 2022

niedziela, 10 kwietnia 2022

Niedziela Palmowa

             Kolejna w moim życiu i czterdziesta jakże ważna. Wtedy, czterdzieści lat temu, w czasie czytania męki pańskiej, po raz pierwszy poczułam ruchy mojego dziecka. Byłam w ciąży i ten jakże pamiętny dzień przypomina mi o tym. Nie pamiętam jaka była wówczas pogoda, bo palmowa niedziela przypadła wówczas o tydzień wcześniej niż w tym roku. Dzisiaj jest zimno, zaledwie siedem stopni ciepła i na dodatek zimny, potęgujący zimno wiatr. Wiatr wysusza i tak suchą glebę, bo z czego ma być wilgoć. Śniegu zimą mniej niż na lekarstwo, deszczem postraszyło. W ogrodzie niewiele posprzatane po jesieni, po zimie, ale co nieco kwitnie, a co nieco już przekwitło, zwłaszcza krokusy i przebiśniegi.

         Ciemierniki kwitną ponoć już pod śniegiem. Moje zawsze dopiero wiosną. Magnolii pękają pąki. Szkoda jeśli ją zmrozi, bo kwiaty będą brzydkie.

 















            Na parapecie " obrodziły"  sadzonki kobei. Chyba trochę za wcześnie wysiałam.

                  Na progu witają kwiatki w donicy i zawieszony na drzwiach wiosenny wieniec. Już świąteczny bo z jajeczkami.


         I czekamy na ciepłą wiosnę i deszcz.

wtorek, 22 lutego 2022

Pierwsze sygnały

         Przestało nareszcie wiać i padać. Nie wiadomo na jak długo. Jest niestety ponuro i zimno. Tylko dwa stopnie. W nocy chyba pruszyło śniegiem. Widać go gdzieniegdzie. Posypane jak cukrem pudrem ciasto.



         Niezawodne jak co roku o tej porze są żurawie. Meldują się codziennie swoim krzykiem. Bardzo to lubię. Jak mokradło się zazieleni nie będą już tak widoczne.


         Zrobiłam rekonesans tego co w ogrodzie. Przerażają kopce kretów. Na trawie, ale takie same na rabatach wśród kwiatów. Kopiec przy kopcu. Już straszenie nic nie daje. Trzeba się chyba wziąć za bardziej radykalne środki.

              I to co cieszy. Wyszły już z ziemi wszystkie cebulowe. 


          Oby nie przyszedł jeszcze mróz.  Pierwsze kwitnące są jeszcze w pączkach, ale już widać kolory.










                   Przy okazji widać ile chwastów. Oj jest roboty. Chwasty, stare pozostałości ubiegłorocznych, naprwić po krecie.




              Kwitnące krzewy leszczyny, oczaru, kaliny też już, już. Kotki wierzby tylko na końcach gałązek. Coś z nią robię chyba nie tak, jak powinnam.







  Pąki lilaka i złotokapu nabrzmiałe, jakby za chwilę miały puszczać listki.



     I ciekawe, że ptaki nie chciały zimą jagód kaliny. Zawsze zostają, aż same opadną.


   W ogrodzie budzi się wiosna, a w sercu nadzieja.

PS/
         Niektóre zdjęcia weszły mi obrócone i nie potrafię ich właściwie ustawić.