wtorek, 22 lutego 2022

Pierwsze sygnały

         Przestało nareszcie wiać i padać. Nie wiadomo na jak długo. Jest niestety ponuro i zimno. Tylko dwa stopnie. W nocy chyba pruszyło śniegiem. Widać go gdzieniegdzie. Posypane jak cukrem pudrem ciasto.



         Niezawodne jak co roku o tej porze są żurawie. Meldują się codziennie swoim krzykiem. Bardzo to lubię. Jak mokradło się zazieleni nie będą już tak widoczne.


         Zrobiłam rekonesans tego co w ogrodzie. Przerażają kopce kretów. Na trawie, ale takie same na rabatach wśród kwiatów. Kopiec przy kopcu. Już straszenie nic nie daje. Trzeba się chyba wziąć za bardziej radykalne środki.

              I to co cieszy. Wyszły już z ziemi wszystkie cebulowe. 


          Oby nie przyszedł jeszcze mróz.  Pierwsze kwitnące są jeszcze w pączkach, ale już widać kolory.










                   Przy okazji widać ile chwastów. Oj jest roboty. Chwasty, stare pozostałości ubiegłorocznych, naprwić po krecie.




              Kwitnące krzewy leszczyny, oczaru, kaliny też już, już. Kotki wierzby tylko na końcach gałązek. Coś z nią robię chyba nie tak, jak powinnam.







  Pąki lilaka i złotokapu nabrzmiałe, jakby za chwilę miały puszczać listki.



     I ciekawe, że ptaki nie chciały zimą jagód kaliny. Zawsze zostają, aż same opadną.


   W ogrodzie budzi się wiosna, a w sercu nadzieja.

PS/
         Niektóre zdjęcia weszły mi obrócone i nie potrafię ich właściwie ustawić. 

poniedziałek, 27 grudnia 2021

Grudniowy ogród,

                Różne bywają teraz zimy, niestety raczej są bez śniegu. Jaka będzie tegoroczna? Na święta trochę go napadało, co bardzo cieszy, bo według naszej tradycji, świeta powinny być białe. Pytanie jednak, jak długo poleży. Dla ogrodu, lepiej byłoby też gdyby został, nawet gdyby było go więcej. Taka biała pierzynka chroniaca rośliny od zimna i dająca trochę wilgoci, gdy będzie topniał. Ze śniegiem, zimą jest też malowniczo. Oto mój ogród dzisiaj.
























czwartek, 28 października 2021

Ostatnie dni października

               Minął szybko, za szybko. Było trochę złotej jesieni, a tu już listopad, który kojarzy się raczej z szarością. Cóż, nic na to nie poradzimy. Wczoraj byłam wykonać chyba ostatnie już prace w ogrodzie. Wykopałam ostatnie cebule i karpy kwiatów, zgrabiłam liście od orzechów, od pozostałych zostawiam, stanowią okrycie na zimę i  rozłożą się, okopczykowałam róże, posadziłam resztę moich sadzonek krzewów i to chyba wszystko. Na rabatach jest zatrzęsienie chwastów, ale już tego nie chce mi się robić. Teraz będę czekała na kolejną wiosnę. Teraz będę podziwiała to co co zostało i to co będzie czyniła natura.





















              Widok z tarasu 24 października, a dzisiaj, po czterech dniach, już nie ma śladu tamtej czerwieni.